www.analizatorium.fora.pl
Strefa analizatorska
Obecny czas to Pon 16:47, 25 Wrz 2017

Indiana Jones i tajemnica grobowca architekta

 
Odpowiedz do tematu    Forum www.analizatorium.fora.pl Strona Główna -> Kącik twórczości własnej
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Autor Wiadomość
kura z biura




Dołączył: 05 Maj 2009
Posty: 106
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: ona


PostWysłany: Wto 8:37, 19 Maj 2009    Temat postu: Indiana Jones i tajemnica grobowca architekta

W takim razie ja też się pochwalę. Może to głupio trochę, jak na dorosłe babsko, ale mam hopla z przekrętką na tle Indiany Jonesa i jak każda szanująca się fanka, tworzę o nim słitaśne fanfiki. Jeśli ktoś jest ciekawy, zapraszam tu:
[link widoczny dla zalogowanych]
gdzie dostępne są oba opowiadania, jedno ukończone, drugie cały czas "w trakcie".

A na zachętę wklejam kawałek pierwszego rozdziału.

*****

Wiatr wył ponuro, niosąc tumany śniegu, wściekle uderzając o małe, zaparowane okienka ubogiego hoteliku na obrzeżach Katmandu. W barze siedział tylko jeden podróżny. Zatopiony w jakichś tajemniczych rozmyślaniach, wyglądał przez okno, próbując coś dojrzeć w zapadającym szybko zmroku.
Przed chwilą z niejakim trudem udało mu się dogadać z posługującym się kiepską angielszczyzną barmanem. Uzyskał informacje, jakich poszukiwał... przynajmniej częściowo. Nie tak łatwo kogoś znaleźć w mieście, które wciąż, chaotycznie i bez planu, odbudowywało się po potężnym trzęsieniu ziemi, jakie zniszczyło je dwa lata temu, w 1934. Na szczęście osoby, których szukał, były... dość charakterystyczne.
Teraz powinien wziąć się w garść, wyjść, przewędrować na drugi koniec miasta. Odwlekał tę chwilę. I nie chodziło tu o szalejącą zadymkę. Raczej o wspomnienia.
***
Dziesięć lat wcześniej, na drugim końcu świata, tak samo wściekle wył wicher, niosąc ze sobą jednak tumany nie śniegu, lecz piasku. Mały parowy stateczek stękając i trzeszcząc przybił do nabrzeża w Abu Simbel. Tylko jedna osoba zeskoczyła z trapu i kuląc się pod uderzeniami wiatru podążyła ścieżką w głąb lądu. Młody mężczyzna we wciśniętym mocno na oczy kapeluszu, z marynarskim workiem przewieszonym przez ramię, szedł uparcie przed siebie, mijając stromy klif wznoszący się nad samym brzegiem Nilu. Gdyby rozejrzał się nieco, ujrzałby cztery potężne posągi, wycięte w skale... ale to nie była odpowiednia pora na rozglądanie się.
Wiatr zelżał nieco, gdy wędrowiec wkroczył w wąskie uliczki miasteczka. Po lewej miał hotel "Re-Horachte", jeden z niewielu reprezentacyjnych budynków, lecz nie hotelu szukał. Gdzieś na zachodnim krańcu osady - że też nie poprosił o dokładniejsze wskazówki! - powinna się znajdować kwatera jego przyjaciół. Szedł powoli, szukając budynku, który pasowałby do opisu w ostatnim liście. Hmm... czyżby ten?
Drzwi otwarły się z głośnym zgrzytem dawno nie oliwionych zawiasów. W świetle padającym z korytarza dostrzegł wysoką, barczystą sylwetkę...
- Indiana! - znajomy bas zahuczał mu koło ucha.
- Abner!
Nauczyciel i uczeń padli sobie w objęcia, poklepując po plecach... a przy okazji strząsając tonę piasku z ronda kapelusza Indiany. Abner, uradowany, poprowadził gościa w głąb domostwa. Jak wiele budynków w tych okolicach, zbudowane było na planie kwadratu, płaskodache, z obszernym dziedzińcem na środku. Weszli do obszernej, dość wygodnie urządzonej kuchni. Zza stołu poderwała się szczupła, ciemnowłosa dziewczyna, w pośpiechu przewracając stołek, na którym siedziała.
- Indy! - jej głos rozbrzmiewał radością, oczy błyszczały.
- Marion? - w głosie przybysza dźwięczało zdumienie. - Nie wierzę! Jak ty wyrosłaś!
- A ty się wcale nie zmieniłeś... no, może trochę. Wciąż nosisz tę fedorę? - przesunęła palcem po zakurzonym rondzie kapelusza.
- Wciąż. To mój talizman - Indiana porozumiewawczo mrugnął do Abnera. - Ech, dobrze was znowu zobaczyć. Jak cię ostatnio widziałem, byłaś taka - przesunął dłonią jakiś jard nad podłogą.
- Przesadzasz - wybuchnęła śmiechem. - To nie mogło być aż tak dawno. Widzieliśmy się... - spoważniała nagle.
- Cztery lata temu. Na pogrzebie Helen - dokończył Abner.
- No i jak sobie dajesz radę? - spytał Indiana przyjaciela. Przypomniał sobie mały, cichy cmentarzyk gdzieś w Illinois... siąpiący beznadziejnie deszcz... trzynastoletnią Marion w zbyt obszernej, naprędce przerabianej czarnej sukience, szlochającą rozpaczliwie po śmierci matki. Jego dobry nastrój ulotnił się w mgnieniu oka.
- Ujdzie - Abner wzruszył ramionami, lecz i on sprawiał wrażenie zgaszonego, nagle postarzałego.
Dureń ze mnie, pomyślał Indiana. Nie powinienem zaczynać. Pamięć podsunęła mu obraz wysokiej, postawnej kobiety, z kokiem niedbale upiętych czarnych włosów. To Helen trzymała dom silną ręką, to jej spokojny, lecz stanowczy głos wyznaczał każdemu jego miejsce i zadania do spełnienia. Była kompletnym przeciwieństwem Abnera - pasjonata i zapaleńca, ryzykanta i awanturnika. A jednak w jakiś tajemniczy sposób uzupełniali się oboje, tworząc jeśli nie pełną harmonię, to coś możliwie najbardziej do niej zbliżonego na tym niedoskonałym świecie.
Zapadło niezręczne milczenie. Łojowa świeczka, krzywo przytwierdzona do stołu, posykiwała i kapała na blat kroplami tłuszczu. Marion bezmyślnie rozmazywała je palcem.
Abner ocknął się pierwszy.
- No dobra. Co było, to było. Pewnie chciałbyś wiedzieć, dlaczego do ciebie pisałem? - zwrócił się do Jonesa, który z ulgą przyjął zmianę tematu.
Entuzjastyczny choć tajemniczy list Abnera zastał go w Nowym Jorku, gdzie kręcił się właśnie poszukując jakiejś stałej i w miarę dobrze płatnej pracy. Miał już na oku posadę nauczyciela historii w pewnym żeńskim college'u, lecz bez żalu porzucił te plany, odpowiadając na zew przygody. Abner Ravenwood, znany ze swych śmiałych pomysłów i niekonwencjonalnych metod, nie był co prawda uważany za najlepszy wzór dla młodego pokolenia archeologów, lecz Indianie właśnie jego styl pracy odpowiadał najbardziej. Patrząc na swego profesora widział całą, odchodzącą już w zapomnienie, generację poszukiwaczy skarbów, tych, którzy nie wahali się ryzykować życiem, aby wydrzeć starożytnym ruinom ich tajemnice. Ravenwood był ich godnym i bodaj czy nie ostatnim spadkobiercą.
Zastanawiał się też, czy to wezwanie do Egiptu ma jakiś związek z obsesją Abnera. I był gotowy założyć się, że tak.

*****


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu    Forum www.analizatorium.fora.pl Strona Główna -> Kącik twórczości własnej Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group.
Theme Designed By ArthurStyle
Regulamin